Menu

Producenci

Zaloguj się

Opcje przeglądania

Cena
  • od do

wszystkie pozycje wydawane przez to wydawnictwo

Klinika Języka

Sortuj wg: ▲ Nazwa produktu | Cena
Cristiada. Los Cristeros Mexicanos 1926-1941 Javier Barraycoa
Cena: 25,00 zł
szt.
 Cristiada. Los Cristeros Mexicanos 1926-1941 Javier Barraycoa

Klinika języka

oprawa twarda

 

W powierzchownych analizach historycznych rewolucje przedstawiane są jako zrywy ciemiężonego ludu, natomiast ruchy kontrrewolucyjne jako te, które są dyrygowane i przeprowadzone przez elity społeczne. Jednak historia meksykańskich cristeros (chrystusowców) udowadnia coś zupełnie innego: że współczesne wielkie ruchy kontrrewolucyjne wyrastają wprost z ludu. Francuscy wandejczycy, hiszpańscy karliści, portugalscy migueliści albo meksykańscy cristeros są dowodem na istnienie prawdziwego kontrrewolucyjnego społeczeństwa. Większość podobnych inicjatyw powstaje bez wsparcia najważniejszych środowisk danej epoki, czy to świeckich, czy kościelnych. Często zdarza się, że ludność chwyta za broń w akcie sprzeciwu wobec rewolucji, bo tak dyktuje im sumienie, wbrew wszelkim prognozom i politycznym kalkulacjom. Meksykańscy cristeros, pomijając udział requetés w Hiszpańskiej wojnie domowej (1936-1939), mogą być uważani za ostatnich wielkich krzyżowców XX wieku. Są reprezentantami chrześcijańskiego ludu, który nie zgadza się na unicestwienie przez rewolucję modernistyczną. Prawa antyklerykalne Callesa i brak reakcji ze strony katolickich elit doprowadzają do zbrojnego powstania – w którym wezmą udział chłopi i prości ludzie – znanego jako “Cristiada”. Katolicy zostali przez swoich wrogów pogardliwie nazwani “Chrystusami Królami” (Cristos Reyes) bądź Chrystusowcami (cristeros), ponieważ ich znakiem rozpoznawczym był wiszący na piersi krzyż, meksykańska flaga z intronizowaną Matką Bożą z Guadalupe i wojenny okrzyk: Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Matka Boża z Guadalupe!

Dostępność:
średnia ilość
70 lat wspomnień tom 2 Hipolit Korwin-Milewski
Cena: 46,00 zł
szt.
70 lat wspomnień tom 2 Hipolit Korwin-Milewski

Wydawnictwo Klinika języka

oprawa twarda

str. 322

 

Z czego dotychczas i od przeszło pięciuset lat składała się ta narodowość? Z dwóch prawie równych sobie części: tej, którą w końcu XIV wieku przyniosła w posagu królowa Jadwiga, i tej, którą przyniósł W. książę Władysław Jagiełło. Zupełnie nierówne w samym początku tego związku, zrównały się prawie stopniowo w ciągu czterechset lat częściowo drogą infiltracji, częściowo drogą asymilacji, i właśnie wtedy, kiedy w końcu XVIII wieku Państwo zostało rozczłonkowane, było już dokonane zjednoczenie narodu.

Mówię tak dlatego, że wbrew szablonowym demagogicznym twierdzeniom wartość, produkcyjność i twórczość większych narodów nigdzie nie zależała i jeszcze nie zależy od gatunku jego plebsu. Zależy wyłącznie od jego warstwy czołowej, tak zwanej elity, stosunkowo nielicznej; bez jej kilkusetwiekowej pracy i wysiłków ten plebs jeszcze by się składał z prawdziwego stada dwunożnych stworzeń okrytych zwierzęcymi skórami, żyjących pod szałasami z gałęzi, broniących swego życia od drapieżników za pomocą kamieni lub kołów drewnianych. Otóż w końcu XVIII wieku, jeśli plebs kresowy różnił się swoją gwarą domową i po części obyczajami od rdzennie polskiego, to warstwa czołowa i tu, i tam była do takiego stopnia zlana i zrównana, jak się tego jeszcze wtenczas nie zauważało między południowymi i północnymi Francuzami lub Niemcami.

Fragment tekstu

Dostępność:
średnia ilość
Bagno głębokie - Jawein mecula Natan Hanower
Cena: 25,00 zł
szt.
Bagno głębokie - Jawein mecula Natan Hanower

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa twarda

str. 162 format 123x172 mm

 

Natan ben Mojżesz (ben Mosze) Hannower lub Natan Hanowerski (j. hebr.: נתן נטע הנובר) ( zm.14 lipca 1683 w Brodzie na Morawach) – historyk żydowski, kronikarz, talmudysta i kabalista. Według niektórych historyków utożsamiany z Natanem z Krakowa. Do 1648 przebywał na Wołyniu, podczas rebelii kozackiej 1648 mieszkał w Zasławiu, skąd uciekł do Pragi, później był rabinem Jass. W 1653 w Wenecji napisał kronikę „Jawen mecula” (Głębokie bagno), zawierającą bardzo realistyczny opis wojny kozackiej oraz prześladowań Żydów na Ukrainie. Kronika ukazała się w przekładzie polskim we Lwowie w 1912. Powszechnie w historiografii postrzegany jako najbardziej realistyczny i wiarygodny kronikarz. Natan Hannower we wstępie „Jawen Mecula” przeprowadza obliczenia gematryczne. Mają one dowodzić, że tragedie lat 1648/49 (TaCh we-TaT) zostały przewidziane już wcześniej i mogą stanowić preludium nadejścia czasów mesjańskich. Znajduje oparcie w odpowiedniej interpretacji fraz biblijnych. Również w Zoharze w podobny sposób typowano rok 408 (czyli 1648), równowartość słowa „zot” (ten), które pojawia się w Biblii w zdaniu „w roku TYM, jubileuszowym wszyscy powrócą do swej własności” (przepis odnośnie roku jubileuszowego w księdze Wyjścia). Sam tytuł „Jawen Mecula” oznacza Bagno Głębokie, również nawiązanie do biblijnego „Tawaati ba-jewen mecula” (Tonę w bagnie głębokim). Zawiera jednocześnie grę słów, gdyż pierwsze słowo może być odczytywane zarówno jako Jawen (bagno), jak i Jawan (Grek), jak Hanower nazywa prawosławnych, czyli ogólnie Kozaków, czy Ukraińców. Chmielnicki jest nazywany z kolei Chmiel, co służy potraktowaniu jego nazwiska jako akronimu wyrażenia „Chawlej Masziach Jawo Leolam” (Bóle-porodowe Mesjasza nadejdą na świat). Jest to ewidentna aluzja, już na wstępie kroniki Hannowera, do mesjańskich przewidywań. Autor „Szaare Cijon” (Bramy Syjonu), zbioru modlitw, kabalistycznych ceremonii żydowskich wydanego w Pradze w 1662 oraz autor Słownika hebrajsko-niemiecko-włosko-polskiego wydanego w Amsterdamie w 1701.

Dostępność:
średnia ilość
Baśń jak niedźwiedź Polskie historie tom III Gabriel Maciejewski Coryllus
Cena: 44,00 zł
szt.
Baśń jak niedźwiedź Polskie historie tom III Gabriel Maciejewski Coryllus

Klinika języka

oprawa miękka

Smoki przybyły do Brytanii wraz z legionami rzymskimi. Żołnierze nieśli je zatknięte na drzewcach, były one symbolem władzy wykonawczej jaką nad każdym legionistą miał jego oficer. Władzy brutalnej i srogiej, drakońskiej po prostu. Do Rzymu zaś smoki przybyły ze wschodu, z olbrzymich przestrzeni rozciągających się na Wołgą i Donem, ze Scytii. Ponoć mieszkały tam dawno temu, ale Scytowie nie potrafili pokazać ani jednego żywego egzemplarza.

Smok zadomowił się na Wyspie i przetrwał czasy rzymskie, doskonale odnalazł się w nowej epoce, a potem świetnie radziło sobie w każdej kolejnej.

W stuleciu XVI, zwany epoką elżbietańską, smok powrócił w postaci kolejnej odsłony mitu o królu Arturze, mitu celtyckiego związanego z Walią. Jedna z legend imperialnych Brytanii mówiła, że potęga Wyspy powróci, kiedy na tronie zasiądzie po raz kolejny Walijczyk, potomek Artura Pendragona.

Legenda rodzinna Tudorów mówi, że pochodzą oni z Walii, na tronie zaś Wielkie Brytanii zasiedli po to, by spełniła się przepowiednia. Wśród wielu krążących w dobie elżbietańskiej opowieści, wiele było takich, które z rozmysłem przygotowywali propagandyści królewscy. Tacy jak znany nam już John Dee. On właśnie sięgnął do swoistej dosyć redakcji mitu arturiańskiego, wedle której Artur, dawno temu, stworzył wielkie celtyckie imperium, podbijając wszystkie północe wyspy, od Grenlandii, przez Islandię po Rosję.

W roku 1547 John studiował w Cambridge i był ponoć uzależniony od studiowania, większość czasu spędzał na zajęciach lub w bibliotece. Ponoć nad książkami ślęczał aż 18 godzin na dobę. Pasjonowała go matematyka i jej praktyczne zastosowanie. W roku 1548 przybył do Lovanium, gdzie zapisał się na kurs prawa, ale w rzeczywistości jego czas poświęcony był wyłącznie liczbom i praktyce matematycznej. W Lovanium John Dee poznał Mercatora, a także innych wybitnych kartografów i nawigatorów zarówno z północy, jak i z południa. Pod ich wpływem zajął się miernictwem, co wprost popchnęło go ku geometrii Euklidesa. Znajomości te, jak również wiedza, którą zdobył przydały mu się bardzo kiedy przygotowywał wiele lat później żeglarzy Kompanii Moskiewskiej do wypełniania zleconych im zadań.

Fragment rozdziału „Artur Pendragon podbija północ”

Dostępność:
duża ilość
Co zrobić ze Wschodem Europy ? Hipolit Korwin-Milewski
Cena: 45,00 zł
szt.
Co zrobić ze Wschodem Europy ? Hipolit Korwin-Milewski

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa twarda

str. 236 format 157x230 mm

 

Dla pokoju na świecie, dla uzdrowienia moralnego i dobrobytu materialnego chrześcijaństwa trzeba odbudować i ożywić Moscovię – wielką (nadal pozostanie ona wręcz olbrzymia), prosperującą, wolną, jeśli potrafi, a zwłaszcza pracowitą. Dla jej własnego dobra i dla interesu tegoż pokoju nie należy wskrzeszać – ku niewątpliwej korzyści Germanii – tego wiecznie szukającego zaczepki i niepoprawnego ciemiężcy ludów, którym było Imperium Wszechrusi.

Co do Polski, zwracam się do ludzi Zachodu, jej starych przyjaciół, jej współuczniów lub nauczycieli w kulturze łacińskiej i mówię im: Opatrzność otworzyła przed wami możliwości, które już nigdy nie wrócą. To pora wielkich czynów, a nie robi się wielkich czynów nieszczerze. Skoro wreszcie zdecydowaliście się odbudować Polskę, nie kupczcie w imię podlegających dyskusji i pozbawionych sprawdzonych dowodów „zasad”, nie dajcie się otumanić szemranym politykom i agitatorom do stworzenia niebyłych narodowości i państw, ale ustanówcie ją z jej naturalnymi i historycznymi sprzymierzeńcami, tak wielką i tak mocną, jak to możliwe, ponieważ dla was nie będzie ona nigdy niebezpieczna, a będzie mogła być pomocna. Robiąc to, uniknijcie małostkowości wypatrywania błędów wczorajszej Polski, tej, której pierwszym obowiązkiem, gdy znajdowała się pod ciężką okupacją wroga i gdy pozostawała aż do ostatniej chwili przez was opuszczona, było zabezpieczyć swoje życie, podobnie jak w przypadku waszych braci z północnego zachodu. Pomyślcie o narodzie polskim z dnia jutrzejszego i z dalszej przyszłości, którego całą polityczną mentalność formujecie w tej chwili. W swoich procedurach nie zapominajcie, że ten naród, który posiada wszystkie wasze wady, posiada także wasze najlepsze zalety. Jest dzielny, jest dumny. Zraniony i znajdujący się w groźnym niebezpieczeństwie przyjąłby zarazem pomoc, jak i wskazanie kierunku przez starych przyjaciół. Byłoby dla Polski upokarzające, gdyby zaniedbano poznania jej z bliska i wskutek tego narzuciło się jej jak uwolnionemu jeńcowi pośmiertną opiekę jej wczorajszego ciemiężcy.

Hipolit Korwin-Milewsk

Dostępność:
średnia ilość
Czy królobójstwo ? Krytyczne studium o śmierci króla Stefana Wielkiego Batorego Herman Zdzisław Scheuring
Cena: 45,00 zł
szt.
Czy królobójstwo ? Krytyczne studium o śmierci króla Stefana Wielkiego Batorego Herman Zdzisław Scheuring

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa twarda

str. 348 format 155x230 mm

 

„Kapitał” Marksa jest potrzebny do tego, aby się na niego powoływać, a nie aby go obiektywnie studiować. To samo odnosi sie do tzw. „Federal Reserve Act” oddającego prawo do wypuszczania monety w Stanach Zjednoczonych grupie prywatnych banków, tzw. Bankom Federalnym, a więc w praktyce wielkim spekulantom finansowym. Obejmuje on cztery tysiące stron druku, a prezydent Wilson przeforsował go przez kongres, znając jego treść tylko ze sprawozdań swoich doradców finansowych, a przede wszystkim znanego nam pułkownika House’a – Żyda z pochodzenia. Czy wielu ludzi w Ameryce, czy też poza Ameryką, zna treść tego aktu, od którego zależy wartość dolara i ich dobrobyt? Czy znają go przede wszystkim ci, którzy przyjmują tego dolara jako wynagrodzenie za swoją pracę? A pomimo to jest on obowiązującym prawem i wydaje gospodarkę Stanów Zjednoczonych w ręce nieznanych spekulantów. To jest ta metoda drukowanej kurtyny, przez którą niepodobna się się przebić przeciętnemu człowiekowi.(…)

Wracając do polemiki pomiędzy lekarzami królewskimi, to kurtyna ta jest tym trudniejsza do przebicia, że nie jest zawarta w jakimś tomie czy tomach – w każdym razie nie wiadomo mi o tym, aby została w ten sposób opublikowana. Poszczególne jej części są porozrzucane po rozmaitych bibliotekach, niektóre w ogóle trudno osiągalne – jak się na to skarżą historycy – a ponieważ jedno pisemko przeczy drugiemu, dojście do jakiejś ostatecznej konkluzji staje się w ogóle niemożliwe. Nie można się też dziwić, że z tego galimatiasu nie da się nawet wyłowić takiego – zdawałoby się prostego szczegółu, czy Simonius był, czy też nie był obecny przy sekcji zwłok króla. Prof. Szumowski twierdzi, nie informując zresztą czytelnika, na jakiej podstawie, że Simonius nie był przy niej obecny, a jednak cytuje opis jej przebiegu z pisma Simoniusa „Stefani Regis sanitas, vita medica aegritudo, mors”, wyjaśniając, że Simonius wiedział o sekcji tylko z opowiadania.

Fragment tekstu

 

Dostępność:
średnia ilość
Dekret kasacyjny z oku 1819 Ks. Fanciszek Borowski
Cena: 40,00 zł
szt.
Dekret kasacyjny z oku 1819 Ks. Fanciszek Borowski

Klinika Języka

oprawa twarda

str. 276 format 155x227 mm

 

Do przeprowadzenia ewakuacji, podobnie jak przedtem do okupacji, wyznaczeni byli dwaj komisarze: duchowny i świecki. Po przyjeździe do klasztoru ogłaszali zakonnikom reskrypt o uposażeniu i sporządzali listę osób, którym przysługiwała kompetencja z Funduszu Religijnego. Pensje wypłacały kasy wojewódzkie za okazaniem kwitu zaświadczonego przez policję. Przełożony mógł zebrać kwity wszystkich członków konwentu i w ich imieniu odebrać wypłatę. Pensja przysługiwała od 1 lipca 1820 roku. Podczas ewakuacji każdy zakonnik informował komisarzy o swoich zamiarach na przyszłość. Komisarze pakowali wszelkie srebra, kosztowniejsze aparaty liturgiczne i te opieczętowane odsyłali do Deputacji za pośrednictwem Komisji Wojewódzkiej. Aparaty drugorzędnej jakości mieli obowiązek odesłać do biskupa, zostawiając wszakże na miejscu ilość potrzebną do spełniania funkcji liturgicznych. Jeżeli zakonnicy zostawali w klasztorze, rezerwowano dla nich konieczną ilość sprzętów klasztornych i narzędzi gospodarczych, nadwyżkę sprzedawali komisarze przez licytację. O ile klasztor był opuszczony przez dotychczasowych mieszkańców, licytacji podlegały wszystkie ruchomości. Pierwszeństwo w kupnie dawała Deputacja dzierżawcom folwarków, z podwyższeniem jednak za ten przywilej 10% wartości szacunkowej przedmiotu. Nie wymagało to dodatkowych zajęć, gdyż wszystkie ruchomości były oszacowane przez ekspertów podczas lustracji. W protokóle ewakuacyjnym dawali komisarze swoją opinię co do ewentualnego przeznaczenia kościoła i budynków przyklasztornych: czy nadają się na jakiś skład, założenie fabryki, na sprzedaż przez licytację, czy tylko na rozbiórkę. Tam, gdzie zakonnicy mieli nadal zajmować pomieszczenia klasztorne, komisarze dawali opinię o kosztach konserwacji, koniecznych naprawach i sposobach dozoru na wypadek, gdyby zgromadzenie opuszczało gmachy.

Fragment tekstu

Dostępność:
średnia ilość
Historia Katalonii tekst Javier Barraycoa i Manuel Acosta rys. Juan Alonso
Cena: 30,00 zł
szt.
Historia Katalonii tekst Javier Barraycoa i Manuel Acosta rys. Juan Alonso

Klinika języka 

oprawa twarda

 

Przed Państwem wydawnictwo zupełnie niezwykłe. W dobie uporczywej promocji katalońskiego separatyzmu, wydaliśmy komiks, którego autorami są dwaj hiszpańscy lojaliści, udowadniający w swoich publikacjach, że historia Katalonii jest organicznie związana z historią Hiszpanii. Komiks ten był już oprotestowany przez środowiska separatystyczne, ale – na szczęście – większość zwolenników odłączenia Katalonii od Korony Hiszpańskiej go zlekceważyła. Dlaczego ten piękny, przekrojowy album jest dla nas w Polsce, a także dla mnie osobiście, tak istotny? We wstępie autorzy cytują takie oto zdanie jednego z najwybitniejszych katalońskich historyków:

Historia jest życiem w całej swej złożonej różnorodności. Dlatego też nie czujmy się uwiązani żadnymi założeniami apriorystycznymi ani w metodzie, ani w spekulacji, ani też nie posługujmy się nimi w formułowaniu wniosków... Starajmy się uchwycić żywą tkankę przeszłości, stawiając na pierwszym miejscu zainteresowania i pasje zwykłego człowieka

To są, jak wszyscy dobrze wiedzą założenia badawcze, które w Polsce spotkałyby się z jawnym szyderstwem, jeśli nie szykanami i wykluczeniem ze środowiska. To są wręcz rzeczy niemożliwe do pomyślenia. Teraz już jasno i wyraźnie widzimy, czym historia Katalonii i Hiszpanii różni się od historii Polski. Tam spór, nawet jeśli bardzo ostry, jest jawny i nikt nie neguje jego istnienia. W Polsce historia jest zabetonowana przez socjalistów i ich spadkobierców z najgorszej stalinowskiej szkoły. Tam uosobieniem opresji i cenzury było centralistyczne państwo generała Franco, którego my w Polsce postrzegamy jako szermierza wolności i swobód. Czynimy to, porównując sytuację powojenną w Hiszpanii, jakże sympatyczną z naszej perspektywy i mało dolegliwą, z naszą lokalną opresją, która zdewastowała nie tylko życie codzienne, nie tylko tradycję, ale także historię. Nie ma w Polsce ani jednego uczonego, który stanąłby przed kamerami i powiedział głośno:

Starajmy się uchwycić żywą tkankę przeszłości, stawiając na pierwszym miejscu zainteresowania i pasje zwykłego człowieka

Byłaby to dla niego śmierć zawodowa. Dlatego właśnie – by wszyscy dokładnie zobaczyli tę różnicę – zdecydowaliśmy się wydać ten komiks.

Dostępność:
średnia ilość
I co ? Kiedyś było fajniej ? Gabriel Maciejewski Coryllus
Cena: 40,00 zł
szt.
I co ? Kiedyś było fajniej ? Gabriel Maciejewski Coryllus

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa miękka

str. 336 format 145x205 mm

 

Książka ta ukazała się niegdyś pod tytułem „Dzieci peerelu”, wywołała sporo kontrowersji, bo opisuje zdarzenia i ludzi prawdziwych. Postanowiłem ją wznowić, ale w rozszerzonej formie, dopisałem dziesięć nowych opowiadań. Oto fragment jednego z nich

O tym, że coś się wydarzy latem roku 1982, wiadomo było już wcześniej. Można było wyczuć pewną niezwykłość w powietrzu, która podkreślona była ilością informacji dotyczących sportu pojawiających się w gazetach i w telewizji. O tym, że Polska zakwalifikowała się do mistrzostw, wiedzieliśmy po ostatnim meczu, rozegranym jesienią z drużyną NRD i wygranym 1: 0.

Ja byłem znanym w klasie i na ulicy lewusem i teoretycznie piłka nożna nie powinna mnie interesować. Nie dało się jednak tak po prostu zrezygnować z emocji piłkarskich, one były po prostu zbyt duże i wielkie było napięcie, w którym oczekiwaliśmy na rozpoczęcie mistrzostw. I nie miało doprawdy znaczenia, czy ktoś jest sportowcem, czy nie, czy ma koordynację ruchową na zadowalającym poziomie, czy, tak jak ja, nie jest w stanie odróżnić prawej strony ciała od lewej. Liczyło się tylko to, co miało się wydarzyć latem w Hiszpanii.

Dla mnie przygoda roku 1982 rozpoczęła się od kolekcjonowania zdjęć piłkarzy i całych drużyn, które publikował tygodnik „Panorama Śląska”. Rodzice kupowali ten tygodnik, a ja dewastowałem jego zawartość za pomocą nożyczek. Następnie wycięte zdjęcia zespołów piłkarskich przyklejałem w specjalnym zeszycie, który potem gdzieś się zawieruszył. Wszyscy mi tego zazdrościli, bo nie we wszystkich domach prenumerowano „Panoramę Śląską”. Później, tuż przed samymi mistrzostwami stałem się również posiadaczem pewnego wydawnictwa, które podniosło znacznie mój prestiż towarzyski, ale niektórzy koledzy, nie rozumiejąc najwyraźniej, jak ekskluzywne jest to wydawnictwo, obrazili się na mnie. Uważali bowiem, że powinienem coś zrobić, żeby oni także weszli w jego posiadanie. Oto przed mistrzostwami Krajowa Agencja Wydawnicza wypuściła na rynek, czyli do kiosków RUCH-u, broszurę wydaną na kredowym papierze, w której, w serii artykułów, opisana była historia mistrzostw świata w piłce nożnej. Nie można było tego tak po prostu kupić, jak w przypadku wielu innych wydawnictw, dostawało się ten rarytas spod lady. Ponieważ moja matka znała panią w kiosku, była z nią wręcz zaprzyjaźniona, mogłem mieć tę książeczkę, a inni nie. Nie myślcie sobie, że mam dziś z tego powodu choćby cień wyrzutów sumienia. Nic z tego, byłem i jestem do dziś bardzo zadowolony, że udało mi się zdobyć to cudo. Ocalało ono i przetrwało wszystkie przeprowadzki i domowe kataklizmy. Mam je do dzisiaj. Entuzjazm związany z mistrzostwami świata narastał i w końcu eksplodował w naszej grupie niespodziewaną zupełnie i bardzo ryzykowną decyzją. Postanowiliśmy zbudować sobie własne boisko. To było coś fantastycznego, bo w zasadzie od razu przeszliśmy od słów do czynów i nikt nie pękł, nikt się nie wycofał, nikt nie roześmiał się głupio i nie powiedział, że musi iść do domu, bo matka czeka na niego z obiadem. Wszyscy byliśmy zdecydowani i wiedzieliśmy, że musimy mieć boisko jeszcze przed mistrzostwami. Wiedzieliśmy nawet, gdzie ono będzie. Nieopodal starego końskiego cmentarza, czyli miejsca, gdzie grzebano padłe konie, zwanego Księdzową Górką, był kawałek piaszczystego terenu, nie łąki nawet, ale czegoś półpustynnego i wypalonego. W dodatku całkowicie płaskiego i wielkością przypominającego boisko piłkarskie. Nie wahaliśmy się ani sekundy. Mieliśmy gotowy plac, potrzebne nam były tylko bramki. O trybunach i zapleczu nie myśleliśmy, bo i po co. Z boiska widać było domy niektórych kolegów (mojego akurat nie), było lato, ciepło i pogodnie, nikt nie musiał korzystać z żadnego zaplecza, a ewentualni kibice mogli rozsiąść się gdziekolwiek, w trawie po prostu. Największym problemem było pozyskanie drewna na budowę bramek. Rzecz jasna, nie mieliśmy pojęcia, że drewno trzeba kupić, sądziliśmy, że skoro rośnie w pobliskim lesie, wystarczy je wyciąć i przytaszczyć na boisko. Potem okorować i zbić z tego bramki. Może gdybyśmy wycięli w tym lesie jakieś tyczki o średnicy 10 cm, nasze boisko nie robiłoby takiego wrażenia, ale my się uparliśmy, że musi być ono porządne. Nie zachowywaliśmy nawet jakiejś szczególnej tajemnicy, po prostu pewnego dnia uzbrojeni w siekiery wybraliśmy się całą bandą do lasu. Tam, najstarszy z nas, Marek, wskazał, które drzewa mamy wycinać i my wyharataliśmy sześć czterdziestoletnich sosen, a następnie czerwoni z wysiłku, zasapani i umordowani ponad wszelką miarę przywlekliśmy je na boisko. Tam sosny zostały okorowane. Cztery pnie wkopaliśmy w ziemię, a dwa zostały przybite do nich jako poprzeczki. Widok był naprawdę imponujący. Nasi ojcowie za ten wyczyn mogli trafić na dwa lata do więzienia, bo przecież okradliśmy w biały dzień przedsiębiorstwo „Lasy Państwowe”, a wtedy ze złodziejami nikt się specjalnie nie patyczkował. Okazało się jednak, że z propagandowego punktu widzenia nasz wyczyn nie był naganny, wszyscy wiedzieli bowiem, że coś się na tych mistrzostwach wydarzy i nikt nie myślał nawet o karaniu grupki szczeniaków, która porwana entuzjazmem nakręcanym przez telewizję, zbudowała sobie boisko.

Dostępność:
średnia ilość
Ignacy Mościcki Autobiografia
Cena: 30,00 zł
szt.
Ignacy Mościcki Autobiografia

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa twarda

str. 270 + zdjęcia format 155x230 mm

 

Niezwykła, po raz pierwszy opublikowana bez skrótów i komentarzy autobiografia prezydenta Ignacego Mościckiego, obejmująca lata, kiedy walczył on w szeregach rewolucji socjalistycznej, a także pracował na zachodzie – w Anglii i Szwajcarii, nad swoimi wielkimi patentami.

Dostępność:
średnia ilość
Immamowie. Mędrcy półksiężyca
Cena: 35,00 zł
szt.
Immamowie. Mędrcy półksiężyca

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa twarda 

str. 194 format 157x226 mm

 Książka jest krótkim "podręcznikiem" do zrozumienia islamu dla każdego, mającego nawet niewielkie pojęcie o temacie. I, co najważniejsze, robi to w sposób pasjonujący.

Dostępność:
średnia ilość
Imperium, czyli gdzie pada cień na "SS Mantola" Krzysztof Osiejuk Toyah
Cena: 30,00 zł
szt.
Imperium, czyli gdzie pada cień na "SS Mantola" Krzysztof Osiejuk Toyah

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa miękka

str. 174 format 150x210 mm

 

Jeszcze przed laty pewien mój dawny kolega, Anglik z urodzenia, przy jakiejś okazji poinformował mnie, że moje nazwisko, z jego punktu widzenia, brzmi bardzo zabawnie, bo gdyby on mnie nie znał, to by pomyślał, że jestem Irlandczykiem o nazwisku O’Sheough. Dziś po latach głowy nie dam, ale tak to chyba miało wyglądać: O’Sheough. Pomyślałem sobie wtedy, że, co by o nich nie mówić, Brytyjczycy to ludzie o zdolnościach językowych przekraczających wszystko to, co my Polacy potrafimy sobie wyobrazić. Chwilę potem jednak, kiedy już doszedłem do siebie, zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę ja to wszystko od dawna wiedziałem, tyle że traktując jako oczywistą oczywistość, nawet się nad tym nie zastanawiałem.

Spójrzmy choćby na dość popularną wśród tych ostatnich żyjących jeszcze pasjonatów języka angielskiego zabawę, gdzie najpierw przedstawione zostają są trzy wyrazy, „enough”, „women”, oraz „action”, następnie z wytłuszczonych fragmentów utworzone słowo „ghoti” i w końcu postawiona zagadka, w jaki sposób, zachowując konsekwencję zapisu oraz wymowy, odczytamy owo świeżo powstałe słowo.

Ta ryba to oczywiście tylko żart, niemniej żart, który nie pojawił się tak zupełnie out of the blue, ale wynika z czegoś, co jest od dawna bardzo zastałe i powszechnie uznawane za standard, a sprowadzające się do powtarzanej do znudzenia zasady, że w języku angielskim „inaczej się pisze, a inaczej mówi”. Ta sztuczka jest oczywiście przednia, jednak pisząc ten tekst wpadłem na coś co mnie wręcz zafascynowało. Otóż, jak się orientują piłkarscy kibice, trzecim bramkarzem angielskiej drużyny piłkarskiej Liverpool FC jest zawodnik o nazwisku Caoimhin Kelleher. Gdyby ktoś nie wiedział, ów Kelleher jest Irlandczykiem, a jego przedziwne imię czyta się mniej więcej tak samo jak imię głownego bohatera popularnego filmu „Kevin sam w domu”, które, jak się okazuje, tak naprawdę jest niczym innym jak uproszczoną anglojęzyczną wersją owego Caoimhina. Czemu tak? Bóg jeden wie, a ja tylko dla zwykłej zabawy poinformuję, że jeśli sięgniemy do źródeł, to dowiemy się, że ów Kevin oznacza „szlachetnego z urodzenia”.

fragment tekstu

Dostępność:
średnia ilość
Jeszcze się spotkamy Wspomnienia z zesłania w Kazachstanie Stanisław Złotkowski
Cena: 35,00 zł
szt.
Jeszcze się spotkamy Wspomnienia z zesłania w Kazachstanie Stanisław Złotkowski

Wydawnictwo Klinika języka

oprawa twarda 

str. 300 

 

W Augustowie rządzili już Sowieci. Naszą rodzinną ziemię augustowską nazywali Zachodnią Białorusią. Od razu po naszym przyjeździe z Lubieszowa wujek Romanowski oznajmił nam, że do naszego domu przychodzili enkawudziści i pytali o ojca. Wujek powiedział im, że pojechał po rodzinę na wieś, nie wie, gdzie, ale niedługo powinien przyjechać. Przykazali, żeby po powrocie zgłosił się do tutejszego biura NKWD. Wiadomość ta wszystkich nas bardzo zatrwożyła, gdyż wezwanie do stawienia się w NKWD szefa przedwojennej policji powiatowej mogło oznaczać tylko jedno: więzienie, łagry, katorgę, a nawet śmierć przez rozstrzelanie. Ojciec doskonale o tym wiedział i rozmyślał nad tym, jak ma postąpić, ale właściwie dużego wyboru nie miał. Co życzliwsi sąsiedzi radzili, aby uciekał. Ale dokąd? Cała Polska jest już zajęta przez Niemców albo Sowietów. Najbliżej jest Litwa, ale ona również nie jest przyjazna dla Polski. Bezpiecznego schronienia nigdzie już nie ma. To, co teraz dzieje się w Polsce to tylko początek wielkiej wojny światowej, która obejmie całą Europę, a może nawet i cały świat – tak mówił ojciec. Uważał, że zawarty pakt trójstronny, czyli oś Berlin-Rzym-Tokio nie wróży, aby na Polsce wszystko się zakończyło. Teraz doszedł jeszcze Związek Radziecki. Wszyscy oni pragną panować nad całym światem. Faszyzm z jednej strony, a komunizm z drugiej. Jesteśmy wobec tych wydarzeń bezsilni.

Fragment tekstu.

Dostępność:
średnia ilość
Lichwa Dawid Fajgenberg
Cena: 30,00 zł
szt.
Lichwa Dawid Fajgenberg

Wydawnictwo Klinika Języka 

oprawa miękka

str. 194 format 150x223 mm

 

SPIS RZECZY

Przedmowa

WSTĘP

§ 1. Pojęcie lichwy. § 2. Rodzaje lichwy. § 3. Ewolucja pojęcia lichwy. § 4. Literatura ROZDZIAŁ I. Przestępstwo lichwy w świecie starożytnym. § 5. Ustawodawstwa wschodnie. Biblia. Grecja. Rzym. Poszczególne ustawy rzymskie w walce z lichwą pieniężną. § 6. Lichwa rzeczowa w Rzymie ROZDZIAŁ II. Średniowiecze. Dominujący wpływ prawa kanonicznego. § 7. Istota pożyczki w średniowieczu. § 8. System taks towarowych. § 9. Stanowisko średniowiecza ROZDZIAŁ III. Okres taks procentowych. § 10. Reakcja przeciwko ograniczeniom prawa kanonicznego. § 11. Utrzymanie systemu taks. Rewolucja Francuska. ROZDZIAŁ IV. Okres liberalizmu. § 12. Walka o zniesienie ograniczeń procentowych. Zwycięstwo liberalizmu ROZDZIAŁ V. Reakcja przeciwko liberalizmowi. § 13. Geneza współczesnego pojęcia lichwy. Badenia. Turyngia. Ustawy austriackie ROZDZIAŁ VI. Współczesne pojęcie lichwy. Niemcy. Rosja. § 14. Ust. niemiecka z 13 maja 1880. Nowela z 1893. § 15. System niemieckiego przedwojennego prawa karnego w materii lichwy. § 16. Rosja. Dzieje. § 17. Art. 608, 609 i 610 K. K. R. z 1903 r. § 18. Lichwa rzeczowa ROZDZIAŁ VII. Lichwa wojenna. Niemcy. § 19. Lichwa społeczna, jako skutek wojny europejskiej. § 20. Ustawodawstwo niemieckie w walce z lichwą wojenną. § 21. Przedmioty codziennej potrzeby i pojęcie „zysku nadmiernego”. § 22. Stany faktyczne przestępstwa lichwy wojennej w ustawach niemieckich. § 23. Lichwa wojenna w innych krajach. ROZDZIAŁ VIII. Lichwa wojenna w prawie polskim. § 24. Ustawodawstwo polskie w walce z lichwą wojenną. § 25. Przedmioty powszedniego użytku. Cena nadmierna. § 26. Stany faktyczne przestępstwa. § 27. Przepisy formalne i proceduralne. Kary. Rodzaje winy. § 28. Uwagi ogólne. § 29. Lichwa pieniężna. ROZDZIAŁ IX. Zakończenie. § 30. Kodeksy powojenne: włoski, sowiecki i projekt niemiecki. § 31. Prace Komisji Kodyfikacyjnej. Polski Kodeks Karny 1932 roku. Skorowidz skrótów w odsyłaczach.

Dostępność:
średnia ilość
Nadberezyńcy Florian Czarnyszewicz
Cena: 40,00 zł
szt.
Nadberezyńcy Florian Czarnyszewicz

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa miękka ze skrzydełkami

str. 648 format 150x223 mm

 

O wielkości pisarzy i małości krytyków. Albo – dlaczego Czarnyszewicz umarł, a Wańkowicz wciąż żyje.

Początek powieści Floriana Czarnyszewicza „Naberezyńcy” przypomina żywo koniec powieści Melchiora Wańkowicza zatytułowanej „Tworzywo”. Obydwie sceny to opisy gwałtownych bójek na pięści kije i kamienie. W obydwu opisach walczą Polacy przeciwko Rusinom, różnice są, ale ich waga i istota są pozorne. Pierwsza bójka odbywa się w chutorze Rogi nad Berezyną, druga w kanadyjskim mieście. W pierwszej walczą miejscowi Polacy z Białorusinami, w drugiej Polacy emigranci z emigrantami ukraińskimi. Obydwa te opisy są konieczną lekturą dla tych wszystkich, którzy chcą zrozumieć źródło konfliktów światowych pierwszej połowy XX wieku. Zanim zacznę sprawę wyjaśniać koniecznie trzeba tu powiedzieć dlaczego Florian Czarnyszewicz był do niedawna autorem nieznanym i prawie zapomnianym, a Melchior Wańkowicz znajdował się w kanonie lektur, jego proza zaś uchodziła za najgłębsze wtajemniczenie w sprawy rozgrywające się pomiędzy Polakami, Rusinami, a odległym lądem amerykańskim. Od razu zaznaczę, że nie uważam pana Wańkowicza za autora godnego uwagi, jego zaś kokieteryjne koncepcje oceniam jako szkodliwe i legitymujące status quo Europy Wschodniej po pierwszej wojnie światowej, a także później, w czasie kolejnej wojny i po jej zakończeniu. Mogę nawet stwierdzić wprost, że proza pisarzy takich jak Wańkowicz służyła temu właśnie, by usprawiedliwić całą tę sytuację. Przekonują mnie do tego poglądu losy pisarza Czarnyszewicza, o którym Wańkowicz ani chciał, ani mógł słyszeć, choć obaj przecież pochodzili z okolic nieodległych.

Wróćmy do opisu bójek w obydwu książka. Bitwa w chutorze Rogi jest zapowiedzią pierwszej wojny światowej, która stanowiła preludium do katastrofy Polski i Polaków, katastrofy poprzedzonej dwudziestoletnim okresem tak zwanej niepodległości. Opis drugiej bójki, o wiele brutalniejszej i nie dającej szans napadniętym, jest zapowiedzią II wojny światowej i ostatecznego załatwienia spraw, które rozpoczęła bójka pierwsza. O jakie sprawy chodzi? O zepchnięcie żywiołu polskiego w koryto etniczne wyznaczone w odległych od ziem polskich stolicach, o odebranie Polsce i Polakom jakiejkolwiek przyrodzonej atrakcyjności, związanej z kulturą, pieśnią, majątkiem i całą dynamiką życia, a zastąpienie tego płytką doktryną socjalistyczną doktryną, w którą, jak wstążka w wiecheć słomy wpleciona była niepodległość. Doktryną, która grubą krechą rysuje przed oczami aspirującej młodzieży świetlaną przyszłość, nigdy nie ziszczoną. Po co to uczyniono? Żeby zrozumieć tę kwestię trzeba zagłębić się w książkę Wańkowicza „Tworzywo” i przeczytać opis zmagań, jakie polski emigrant Gąsior toczy z twardą, kanadyjską przyrodą. Identyczne zmagania z przyrodą opisuje Czarnyszewicz, tyle, że jego bohater nazywa się Bałaszewicz i dzierżawi od dziedzica pagórek, który zamienia się w końcu w chutor, a nosi nazwę Rogi. Gąsior ma przeciwko sobie tylko przyrodę, ale ta jest naprawdę dzika. Ponadto wszystko inne mu służy. Bogaci sąsiedzi, po latach jego zmagań przyjmują go do miejscowej socjety. Tak nam to opisuje Wańkowicz, ale ja nie chcę w to wierzyć, bo nie mieści mi się w głowie, by kanadyjski oficer, ze szlacheckimi tytułami przywiezionymi ze Szkocji wydał córkę za syna jakiegoś Gąsiora, a niechby ten był nawet najporządniejszym gospodarzem w okolicy. Firmy produkujące maszyny udzielają mu kredytu i wszystko w ciągu niewielu lat zaczyna rozkwitać, przynosić dochód i funkcjonować wraz z całym tym olbrzymim krajem. Inaczej jest z wysiłkami Bałaszewicza. On musi uprosić dziedzica, żeby mu pozwolił pozostać na dzierżawie, którą doprowadził do stanu kwitnącego, musi zmagać się nie tylko z przyrodą, ale z nieprzyjaznymi sąsiadami, którzy go nienawidzą, bo wyczuwają w nim przedsiębiorcę indywidualistę, a nie posłusznego członka kolektywu zarządzanego nie wiadomo z jakiej dali. Na koniec zaś musi jeszcze Bałaszewicz toczyć bój z nowym, nadchodzącym światem, który nie przewiduje istnienia takich jak on, nie przewiduje też istnienia dziedziców, carów, królów, chutorów i Polaków na ziemiach wschodniej Europy. Przewiduje jedynie istnienie kolektywu i tym kolektywem się posługuje. Zapyta ktoś jak ja mogę tak lekko łączyć tak odległe geograficznie światy. Mogę, bo one po prostu są połączone, w dodatku na sztywno i nierozerwalnie. To Wańkowicz przecież opisał życie emigrantów w Kanadzie, a Czarnyszewicz sam musiał wyjechać i zmarł w Argentynie, po latach ciężkiej harówki. Dlaczego nie mógł złożyć głowy w stronach ojczystych? Nie mógł, albowiem Polska reprezentowana przez takich jak Melchior Wańkowicz idealistów-socjalistów, posłuszna doktrynie socjalistycznej cofnęła się znad Berezyny oddając leżące nad nią ziemie, za darmo zupełnie, bolszewickiemu kolektywowi. Co z ludźmi? No, niektórzy z nich dostali szansę. Zanim czerwoni opanowali tereny wschodnie I Rzeczpospolitej, każdy ich mieszkaniec dostał szansę – mógł wyjechać do pracy za granicą. Mógł wybrać czy chce mieszkać w USA, Kanadzie czy Argentynie. Mógł się zdecydować na nową ojczyznę i dla niej pracować. Stara zaś miała przepaść na zawsze i to jest istotna treść naszych rozważań – ustalenie i ujawnienie dlaczego stara ojczyzna Polaków musiała zginąć wraz z niektórymi z nich, a także z tymi z Rusinów, którzy nie dość głęboko wierzyli w potęgę kolektywu.

Fragment wstępu

Dostępność:
średnia ilość
Narodziny świata w dwudziestu obrazach T. Bereźnicki i G. Maciejewski
Cena: 39,00 zł
szt.
Narodziny świata w dwudziestu obrazach T. Bereźnicki i G. Maciejewski

Klinika języka 

oprawa twarda

 

Misją naszego albumu jest propagowanie wiedzy o historii najnowszej, w taki sposób, by nikt nie poczuł się zawiedziony, zmęczony czy znudzony. Właśnie dlatego autor znajdujących się w tym albumie rysunków, Tomasz Bereźnicki sięgnął do wzorów, które śmiało można nazwać tradycyjnymi i nowoczesnymi jednocześnie. Oto przez Państwem dwadzieścia plansz naśladująych japońskie drzeworyty z przełomów XIX i XX wieku, na których historia – jawna i tajna – ukazana jest bez perspektywy. Wszystko dzieje się w jednym wymiarze, jest tak samo ważne i potrzebne do tego, by zrozumieć sens wypadków, które doprowadziły do wybuchu I wojny światowej. Więcej nawet, to co oficjalna historia ukrywa, my podkreślamy i akcentujemy, wybijając wydarznia pozornie błahe w planach bliższych, nieco na uboczu pozostawiają te, o których przeczytać można w podręcznikach. Forma, która mieści się w starej, dalekowschodniej tradycji liczy sobie nieco ponad 100 lat i wydała nam sie idealnym narzędziem do przekazania ważnych, nieeksponowanych zbyt szeroko treści. Oto przed Wami drodzy czytelnicy kulisy polityki Francji wobec Kościoła, oto próba zniszczenia Austro Węgier, brytyjskie zbrojenia i niemiecka propaganda przepelciona z polskimi dążeniami do niepodległości. Wszystko zaś oglądane poprzez japońskie drzeworyty, syntetyczne ilustracje opatrzone zwięzłym komentarzem. Zaplanowaliśmy ten album jako pierwszą część cyklu o najnowszej historii świata i Polski, mamy nadzieję, że uda nam sie wydać cztery albumy ukazujące wypadki ostatniego stulecia.

Coryllus

Dostępność:
średnia ilość
Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech Gabriel Maciejewski Coryllus
Cena: 40,00 zł
szt.
Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech Gabriel Maciejewski Coryllus

Klinika języka

oprawa miękka

 

Po prawie rocznej przerwie oddajemy w Państwa ręce kolejny tom z serii „Baśń jak niedźwiedź”. Nowy tom nosi tytuł „Niedźwiedź i róża, czyli tajna historia Czech”. Pomysł na jego napisanie przyszedł mi do głowy w trakcie lektury materiałów do III tomu „Baśni jak niedźwiedź”. Zauważyłem wtedy jak wiele niejasności w naszej historii da się wytłumaczyć kiedy spojrzymy na nie poprzez sprawy czeskie. Szczególnie dotyczy do stulecia XVII i czasów poprzedzających II wojnę światową. Skąd w tytule wziął się zwrot „tajna historia Czech”? To proste. Na naszą historię i historię całej Środkowej Europy patrzmy zwykle poprzez książki autorów obcych, dla których tak Polska jak i Czechy, to nic nie znaczące i marginalne byty polityczne położone gdzieś na wschodzie. Historia naszej części świata – lekceważona i ukrywana jest tajna z istoty. A przez swoją tajność szalenie ważna. Tyle, że my mieszkańcy krain nad Odrą, Wisłą, Łabą i Wełtawą słabo zdajemy sobie z tego sprawę. Czas to zmienić. Mam nadzieję, że początkiem tych zmian będzie książka, którą oddajemy w Państwa ręce.

Dostępność:
średnia ilość
Noc Świętego Bartłomieja Gabriel Maciejewski, Hubert Czajkowski
Cena: 40,00 zł
szt.
Noc Świętego Bartłomieja Gabriel Maciejewski, Hubert Czajkowski

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa twarda

str. 46 format 238x318 mm

 

Album, który oddajemy w Państwa ręce, jest pierwszą chyba w historii próbą przełamania i zanegowania obowiązującej narracji dotyczącej wypadków tak zwanej Nocy św. Bartłomieja. Zdecydowaliśmy się dokonać tej próby poprzez wydawnictwo ilustrowane, ponieważ obraz przemawia bardziej do emocji widza i komunikaty wyrażane za jego pomocą są bardziej klarowne. Autorem tego komiksy jest Hubert Czajkowski, znany naszym czytelnikom z serii albumów wydanych pod zbiorczym tytułem „Lux in tenebris”. Dziś Hubert rozpoczął nową serię, która mam nadzieję, nie zakończy się na trzech albumach, ale będzie znacznie dłuższa i opowiadać będzie o wypadkach z przełomu XVI i XVII wieku.

Gabriel Maciejewski Coryllus

Dostępność:
średnia ilość
Nowa Polska. Reforma agrarna przeciw własności prywatnej Emmanuel Małyński
Cena: 45,00 zł
szt.
Nowa Polska. Reforma agrarna przeciw własności prywatnej Emmanuel Małyński

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa twarda

str. 242 format 157x230 mm

 

Długo wyczekiwany tom publicystyki hrabiego Emmanuela Małyńskiego. Oto fragmenty rozdziałów:

Rzeczywiście Marszałek Piłsudski znajdzie się w sytuacji mężczyzny, który pożyczył pieniądze, by przedsięwziąć wielki biznes. Spodziewane zyski miały mu pozwolić szybko spłacić pożyczkę. Ale biznes – w tym przypadku chodziło o odzyskanie całej, przedrozbiorowej Polski – nie powiódł się. A Marszałek pozostał z długiem i ze szkodliwą obecnością śmiesznego zgromadzenia, do którego powołania sam doprowadził, by spreparować konstytucję, którą nigdy nie zamierzał się posłużyć.

To rozpaczliwe zgromadzenie bardziej przypominało jarmark w jakiejś dziwaczej krainie niż prawdziwie demokratyczny parlament zachodniego państwa. Składało się z ugrupowań cwanych intrygantów przemieszanych z Żydami – i jedni, i drudzy w większości wzięli się nie wiadomo skąd i byli nikomu nieznani. Ale owi wesołkowie, zdecydowani nie przepuścić okazji, która się przed nimi otwierała, uzbierali miażdżącą większość z biednych chłopów wyciągniętych po raz pierwszy w życiu ze swoich chałup, olśnionych pochlebstwami i cudownymi, wciąż podbijanymi obietnicami.

Jego (Grabskiego) marzeniem, z którym się nie krył, było utworzenie kraju biedaków, pośród których samo państwo miało mieć przywilej bycia bogatym jak to tylko możliwe. Nigdy nie rozumieliśmy, w czym ten program różnił się od programu socjalistycznego lub komunistycznego.

Pan Grabski tolerował jednakże małych właścicieli. Być może dlatego, że ostatecznie sam Lenin ich tolerował, oświadczając zarazem, że robi to wyłącznie tymczasowo i wbrew swojej woli.

W ostatecznym rozrachunku różnica pomiędzy Grabskim a Leninem zasadza się jedynie na tym, że ten pierwszy nie używał określeń „tymczasowo” i „wbrew woli” oraz że nie mówił o „taktyce” ani o „strategicznym odwrocie”. Ale z jego strony jest to mocno zrozumiałe, ponieważ Polska nie osiągnęła jeszcze ostatecznych granic postępu (…)

W rzeczywistości myślenie pana Grabskiego nie różniło się zasadniczo od myślenia Kiereńskiego i Czernowa, prekursorów i zwiastunów mesjanizmu żydowsko-moskiewskiego, a on sam szeroko zasłużył na przezwisko polskiego Kiereńskiego, którzy przyznawali mu już świadkowie początków rewolucji rosyjskiej.

Dostępność:
średnia ilość
Okraina Królestwa Polskiego. Krach koncepcji Międzymorza
Cena: 45,00 zł
szt.
Okraina Królestwa Polskiego. Krach koncepcji Międzymorza

Wydawnictwo Klinika Języka

oprawa twarda

str. 364 + mapy format 175x245 mm

 

 Książka zawiera

I.  Szymona Starowolskiego

Pobudka abo rada na zniesienie Tatarów perekopskich

II.

Stanisława Koniecpolskiego

Dyskurs o zniesieniu Tatarów krymskich i lidze z Moskwą

III. Guillaume'a le Vasseur Beauplan

Opis Ukrainy, na którą składają się liczne dzielnice Królestwa Polskiego rozciągające się od kresów Moskwy aż do granic Transylwanii. Zbiór tamtejszych obyczajów, sposobu życia i prowadzenia wojen.

IV

Pierre'a Chevaliera

Historia wojen Kozaków z Polską oraz dyskurs o ich pochodzeniu, ziemi, obyczajach, rządzie i religii wraz z drugim o Tatarach przekopskich

Dostępność:
na wyczerpaniu

Koszyk

produktów: 0

wartość: 0,00 zł

przejdź do koszyka »

Cenniki do pobrania

Newsletter

Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.

Statystyki

Produktów:
981
Kategorii:
72
Nowości:
0
Promocje:
0

Waluty

Wersje językowe

Sklep jest w trybie podglądu
Sklep internetowy Shoper.pl